Historia Dodano: 08.07.2020

Dlaczego potrzebna nam rewolucja amerykańska?

4 lipca 2020 roku w Stanach Zjednoczonych obchodzony był Dzień Niepodległości. Wielu z nas może mieć wrażenie, że ogłoszenie niepodległości przyszło Amerykanom łatwo - po prostu zebrali się w Kongresie i podpisali odpowiednie dokumenty. Następnie trochę postrzelali i w zasadzie koniec. Ameryka jest i była potężnym krajem, więc mogła sobie ogłaszać niepodległość. A przypadło to akurat 4 lipca 1776 roku.

Niestety, takie wyobrażenia nie mają dużo wspólnego z rzeczywistością. Uzyskanie niepodległości nie przyszło Amerykanom łatwo. Żaden Kongres (formalnie) wtedy nie istniał, bo nie istniały Stany Zjednoczone. Kongres stanowił nieformalne zebranie przedstawicieli poszczególnych kolonii. Przedstawiciele ci musieli zdecydować, czy i jakie decyzje podejmować względem rządu w Londynie, który coraz bardziej ograniczał prawa i wolności kolonistów.


Wielka Brytania po wojnie siedmioletniej stanowiła imperium światowe (takie ówczesne USA). Dysponowała gigantyczną flotą, kontrolującą oceany i handel międzynarodowy. Miała silną armię, a jej terytorium było tak rozległe, że praktycznie zawsze świeciło nad nim Słońce. Niestety kraj ten potrzebował pieniędzy na utrzymanie swojego imperium. Na cel wzięto zatem amerykańskie kolonie, na które zaczęto nakładać coraz to nowsze obciążenia podatkowe i regulacje. Rozwiązania te, delikatnie mówiąc, średnio podobały się amerykańskim kolonistom. Anglicy mówili: chronimy i wspieramy was, powinniście dorzucać się do naszego budżetu. Koloniści odpowiadali: z chęcią to zrobimy, ale pozwólcie nam samym o tym decydować. Anglicy nie godzili się na to, traktując kolonistów z wyższością. Ta pycha, jak się okazało, kroczyła przed angielskim upadkiem.


Z czasem konflikt narastał, a kolonie coraz dotkliwiej odczuwały angielskie reformy. Pojawiały się coraz nowe podatki, ograniczanie amerykańskiego handlu, siłowe narzucanie decyzji, przymusowe kwaterowanie angielskich wojsk w amerykańskich domach, ograniczanie prawa do prywatności, odbieranie koloniom samorządności, a także próby rekwirowania broni. To, o czym w latach ’60 XVIII wieku nikt w Ameryce by nie pomyślał, zaczynało coraz głośniej docierać do kolonistów: należało rozważyć oderwanie się od rządu w Londynie. 
Nie było to jednak takie proste. Po pierwsze, ze względu na ogromną przewagę militarną przeciwnika. Po drugie, ze względu na przewagę gospodarczą. Po trzecie, ze względu na czasy, w których żyli koloniści. Pamiętajmy, że żyli oni w czasach królów, władców absolutnych, określonej hierarchii i pozycji społecznych – oświeceniowy egalitaryzm dopiero rozwijał skrzydła, ale nie był powszechnie uznawany za zjawisko normalne, stąd też stworzenie republiki w miejsce monarchii stanowiło czyn w istocie rewolucyjny. Trzeba również dodać, że wielu kolonistów było bardzo związanych ze swoim angielskim pochodzeniem – mówiąc krótko, czuli się Anglikami. Czy mogła to zatem być łatwa decyzja? Czy ktoś z nas wyobraża sobie dziś, będąc Polakiem, podjąć decyzję o ogłoszeniu niepodległości od Polski?


Wśród zebranych na Kongresie Kontynentalnym przedstawicieli kolonii były różne stronnictwa, wyrażające dokładnie powyższe obawy. Początkowo górę brali zwolennicy dialogu z rządem i wprowadzania przy tym symbolicznych restrykcji wyrażających niezadowolenie z jego działań. Z biegiem czasu, w związku z uparciem Anglików, to stronnictwo niepodległościowe wzięło górę. Wątpliwości i negocjacje między kolonistami trwały jednak do samego końca. Od ich decyzji zależało życie tysięcy ludzi. Nie mniej jednak, 2 lipca 1776 roku podjęto decyzję o oderwaniu się od Wielkiej Brytanii. Było to ogromne ryzyko, które (jak dziś wiemy) opłaciło się. Warto jednak mieć świadomość, że kolonie miały znacznie mniejsze szanse na sukces, więc historia mogła potoczyć się zupełnie inaczej.


Przyczyny i źródła podjęcia decyzji o separacji zostały opisane w Deklaracji Niepodległości, ogłoszonej 4 lipca 1776 roku. Poza katalogiem zdarzeń historycznych, które doprowadziły Amerykanów do ogłoszenia niepodległości, opisuje szereg praw naturalnych, przysługujących każdemu człowiekowi, niezależnie od jego narodowości, a wynikających wyłącznie z faktu jego jestestwa. Wynika z nich, że wszyscy rodzimy się równi względem prawa, że zostaliśmy wyposażeni przez naszego Stwórcę w niezbywalne prawa, takie jak Życie, Wolność i prawo do Poszukiwania Szczęścia. Pomimo, że idee te nie były nowe, żadna społeczność nigdy wcześniej nie ogłaszała niepodległości i nie budowała swojego nowego państwa w oparciu o nie.


Deklaracja nie stanowi tylko oświadczenia o prawach naturalnych człowieka. Stanowi ona przede wszystkim wyrażenie idei istnienia rządu, jako instytucji mającej służyć obywatelom. Głównym zadaniem rządu jest ochrona praw naturalnych obywateli. Jeżeli rząd nie robi tego odpowiednio lub, jak to często ma miejsce, sam stanowi dla tych praw największe zagrożenie, to obywatele mają prawo zmienić rząd i powołać nowy. Mają oni również prawo do samostanowienia – oderwania się od istniejącej organizacji politycznej i powołania nowej – takiej, która będzie należycie chroniła ich prawa.


Jakie lekcje z powyższego płyną dla nas dziś? 
Po pierwsze, rewolucja amerykańska nigdy się nie skończyła i trwa po dzień dzisiejszy. Rządy państw podejmują coraz to nowe próby ograniczania praw i wolności obywatelskich. Przed tyranią i dyktaturą są jednak w stanie uratować się tylko obywatele świadomi swoich praw naturalnych i prawdziwej roli, jaką pełnić ma Rząd. Tak jak w XVIII wieku, tak i dziś, Rewolucja Amerykańska musi mieć miejsce przede wszystkim w naszych umysłach.


Po drugie, musimy z historii Rewolucji przypomnieć sobie po co my – ludzie, powołujemy rząd. Nie po to, by nas karmił, leczył, edukował. Nie po to, by był takim nowoczesnym panem feudalnym. Powołujemy rząd po to, by chronił nasze prawa naturalne, które najkrócej można zdefiniować jako „prawo do bycia pozostawionym w spokoju”.


Po trzecie, potrzebujemy Rewolucji Amerykańskiej, by nie tracić nadziei. W latach ’70 XVIII wieku prawa i wolności obywateli zamieszkujących kolonie były bardzo mocno ograniczane. Podobnie jest i dziś z prawami i wolnościami obywatelskimi w Polsce, Europie i Stanach Zjednoczonych. Koloniści byli jednak w stanie odmienić swój los i walczyć o podmiotowość. My również nie powinniśmy tracić nadziei.


Po czwarte, historia Rewolucji uczy, by zawsze mieć otwarte umysły. Często mimowolnie personifikujemy pojęcia takie jak: naród, demokracja, gospodarka, państwo czy rząd. W naszych umysłach pojęcia te żyją własnym życiem, w oderwaniu od swojego pierwotnego znaczenia. Co gorsze, rządy manipulują społeczeństwami w taki sposób, że ludzie gotowi są za te pojęcia umierać. 

Komu z nas dziś mogłoby przyjść do głowy, by ogłosić niepodległość od Polski? Pewnie nikomu. A przecież nasz własny rząd obciąża nas ogromnymi podatkami – musimy oddawać ponad połowę tego, co zarobimy. Co ciekawe – obciążenia te są wielokrotnie większe od tych, które Wielka Brytania nakładała na kolonistów w ramach opisanych wyżej reform. Potrzebujemy rewolucji amerykańskiej, by przypomnieć sobie, kto jest prawdziwym suwerenem. Że jesteśmy nim my – ludzie, a nie Polska, Rząd, czy kto tam jeszcze inny.


Rewolucja Amerykańska była apoteozą ludzkiego indywidualizmu. Dlatego właśnie potrzebujemy wartości z niej wynikających dziś, w czasach rozpasanego kolektywizmu i wszędobylskiego „my”. Musimy pamiętać, że wszelkie ustroje kolektywistyczne prowadzą zawsze do dyktatury i śmierci. Zacznijmy zatem mieć otwarte umysły, przypomnijmy sobie kim naprawdę jesteśmy, po co jednoczymy się w organizacje polityczne i po co nam rząd. Jeżeli nasza świadomość wzrośnie, łatwiej będzie nam walczyć z ideami, które utrudniają nam życie. Być może nie będziemy musieli, w tym celu, przelewać krwi, jak Amerykanie w latach 1775 – 1783.